Pięknie
Dzięki tym mapom wspaniale widać jak Farerowie oswoili każdy skrawek archipelagu, nawet najbardziej odludny i niedostępny.
Idziesz na przykład na północny wschód w górę osady Mykines, stoją krowy i rozwalona zagroda, za pierwszą furtką zaczyna się spłachetek o nazwie Toltnabrekka, zdejmujesz buty, boso przez mokradła, ścieżka niknie, wg mapy to już Norðara Nesgjógv, zbliżasz się do Niðara Regn. Ponad pół godziny marszu za Tobą, a tu jeszcze szmat wyspy do pokonania - prawie całe Heimangjógv, później Kálvadalur, wreszcie Borgardalur. I nagle pełno ptaków, pikują tuż nad głową, wyraźnie chcą zasygnalizować, że człowiek jest tu intruzem. Zawracasz, nie dochodząc nawet do połowy trasy.
Zmienia się perspektywa, skala, dostrzegamy swój miniaturyzm, nagle obruszamy się na słowa "znawców" z kontynentu, że niby "lilipucie Faroje można objechać w jeden dzień"
